~ HGxSS w granicach nierozsądku ~: Rozdział 41

czwartek, 29 czerwca 2017

Rozdział 41

Powracam do Was z kilkoma świeżymi stronami :)
Betowała Ola :>

P.S. Czekam na jakąś opinię!



Hermiona Granger była zadowolona, że losy czarodziejskiego świata nie spoczywały jedynie na jej barkach. No a przynajmniej jakaś cząstka losów tego świata. Jakby nie patrzeć Harry był jedyną osobą, która mogła pokonać Voldemorta i liczyła, że Dumbledore odpowiednio go do tego przygotuje. Ona miała swoje zdanie i wiedziała, że było tak samo ważne jak jego. Wilkołaków nie było tak mało, jak się niektórym mogło wydawać i były w stanie, dzięki swojej sile, przeważyć o losach czarodziejskiego świata. Dlatego ich przychylność była tak ważna. Gdyby to była garstka ludzi licząca nie więcej niż trzydziestu ludzi, to by się nawet nie trudziła, jednakże ich ilość była na tyle duża, że mogliby tworzyć własną integralną armię, która rozszarpałaby każdego czarodzieja. Jedyna przyczyna, przez którą jeszcze tego nie zrobili, leżała w tym, że nie umieli opanować Bestii. Co więcej, myśleli, że nie da się tego zrobić. Wilkołaki bowiem od dawna żyły w przekonaniu, że jest to klątwa, której nie można się ani przeciwstawić, ani żyć w zgodzie. Nie traktowali tego jak siłę, dzięki której mogliby zwyciężać, ale jako karę. Korzyść z tego mieli czarodzieje, którzy także nie zdawali sobie sprawy z ich zdolności. Większość wilkołaków nie wnikała, co nimi kieruje podczas pełni, a jedynie uciekała od ludzi w las, w którym zaspakajała wewnętrzne potrzeby. Było to dla nich ciężkie jednak przywykli do tego i stało się to dla nich czymś normalnym. Dla Hermiony też takie było dopóki nie odeszła od stada i nie zaczęła w to głębiej wnikać. Po obszernych lekturach i samoobserwacji doszła do etapu, w którym potrafiła ujarzmić Bestię. Obawiała się jednak, że nie była pierwszą osobą, która wyciągnęła takie wnioski i to martwiło ją. Co będzie, gdy Agresorzy opanują tą umiejętność? W szczególności Delvor. Nie widziała do czego byłby w stanie się posunąć, gdyby odkrył, że może kontrolować ogromną siłą, którą ma podczas pełni. Prawdopodobnie nie potrzebowałby wtedy zawierania sojuszów z kimkolwiek.
Odsunęła od siebie jednak wielkie myśli i ponownie skoncentrowała się na teraźniejszości. Dzisiaj był ostatni dzień pełni w tym miesiącu i postanowiła spełnić prośbę profesora Snape’a. Nie będzie przecież czekać miesiąc, ażeby zapoznać go ze stadem. Oczywiście mogłaby ich zebrać w środku tygodnia, a nawet dnia. Ale cóż to wtedy byłaby za zabawa?
Postanowiła przedstawić swój plan samemu zainteresowanemu i w tym celu ruszyła do jego gabinetu. Oczywiście miała też inne pobudki. Miała nadzieję, że Snape w akcie dobroci uwarzył dla jej stada resztę eliksirów, którymi ona się zajmowała podczas incydentu. Jakby nie patrzeć należała się jej jakaś rekompensata. A poza tym nie było do końca pewne, który eliksir miał na nią taki drastyczny wpływ. A nie mogła przecież się wtórnie narażać, prawda?
Zadowolona ze swojego toku myślenia pewnie kroczyła w stronę lochów.
Zapukała kilka razy w drzwi i weszła do środka.
– Nie wchodź jak do siebie Granger. – Usłyszała warknięcie dochodzące z innego pokoju.
– Jakby nie patrzeć spędziłam już tu trochę czasu – odpowiedziała.
– Oddychanie w tym samym pomieszczeniu przez kilka nocy nie uprawnia do frywolności.
– Przestań się czepiać, Snape. Przyszłam w dobrej wierze.
– Możesz powtórzyć, bo nie usłyszałem? – spytał się wchodząc do gabinetu, a na jego twarzy malował się wyraz udawanego, wyolbrzymionego szoku.
– Nie przesłyszałeś się, Snape. Przypomnij sobie jakie jest twoje największe marzenie?
– Patrząc na ciebie, to odkrycie czemu selekcja naturalna przestała działać?
– Nie, chociaż blisko. Poznanie stada i dzisiaj twoje marzenie się spełni! – wykrzyknęła z triumfem.
– Doprawdy? – odparł podejrzanie.
– No przecież mówię. Dzisiaj razem idziemy do Zakazanego Lasu, ty bierzesz eliksiry, które zrobiłeś dla stada, a ja przynoszę siebie, jako tarczę ochroną przed niebezpiecznymi, nieprzewidywalnymi wilkołakami.
– Granger, nie żebym chciał ci rujnować plan – parsknął – ale nie mam żadnych eliksirów.
Hermiona popatrzyła na niego jakby powiedział coś tak kretyńskiego, że aż nie realnego i zdecydowanie nie godnego Mistrza Eliksirów.
– Jak to nie masz?
– Najzwyczajniej na świecie. Nie uwarzyłem.
– Czemu, na Merlina, nie zabrałeś się za te eliksiry po tym incydencie? – Dobry nastrój mijał tak samo szybko, jak przyszedł.
– To była twoja robota. Twoje stado – twoje eliksiry.
– Tak, Snape, i było tak dopóki nie straciłam przytomności podczas warzenia, przypominasz sobie? – W jej głos wkradła się nutka zdenerwowania.
– Granger, nie wiadomo przez czyje składniki tak zareagowałaś. Jeśli przez swoje to może powinnaś się zastanowić czy naprawdę potrzebujesz tego eliksiru. Jakby nie patrzeć opary sprawiły, że stałaś się mniej poczytalna i przestałaś kontrolować nad sobą. Jeśli mimo wszystko nie była wina to mojego zwalonego kociołka, a przyczyną był zapach, przez który kichnęłaś i możliwe, że się odurzyłaś, to sprawa wydaje się dla mnie oczywista.
– Potrzebuję tego eliksiru – powiedziała twardo. – Jeśli w takim razie nie zrobisz go dla mnie, to zrobię go sama u siebie. Konsekwencje mogą być różne, ale bez tego eliksiru zginą prawie wszystkie wilkołaki. Bez tego eliksiru będzie to samobójcza bitwa, na którą z pewnością ich nie wyślę.
– Przemyśl to jeszcze raz, Granger. To może się obrócić przeciwko tobie.
– Wiem, co mi grozi. Ale jeśli uważasz, że powinnam bardziej sprawdzić ten eliksir, to sprawdzę. Zrób mi jeden.
– Nie mówiłem, że masz być królikiem doświadczalnym – syknął i prawie przewrócił oczami.
– Ale ktoś w takim razie musi być. Muszę wiedzieć, z czym będzie musiał się zmagać każdy z nas. Pytanie więc brzmi, czy zrobisz mi jeden eliksir, czy sama mam iść sobie zrobić?
– Nie musisz się trudzić. Dokończyłem ten, co robiłaś, żeby składniki nie poszły na marne.
– Idealnie – odpowiedziała z entuzjazmem patrząc się na plecy profesora, który skierował swoje kroki w stronę laboratorium.
Hermiona nie miała teraz czasu na obszerne przemyślenia czy postępuje właściwie, czy też nie. Jednak domyślała się, że test jej nie ominie, i że musi się go podjąć. Ta spontaniczna decyzja nie była w sumie aż tak zła, biorąc pod uwagę, że jeśli nie starci od razu przytomności, to dowie się wieczorem jak bardzo wpływa na nią eliksir podczas pełni. Mogło się więc nawet wydawać, że nie było lepszego momentu na sprawdzenie wywaru, jak dzisiejszego dnia.
Severus przyniósł fiolkę i podał go Hermionie. Dziewczyna wyciągnęła korek, popatrzyła uważnie na kolor eliksiru, wzniosła w toaście fiolkę i wypiła zawartość.
– No to czekam na efekty – rzuciła. – Widzimy się o 21 na skraju Zakazanego Lasu. Ubierz się ładnie, najlepiej w coś futrzastego.
– Masz zamiar teraz wychodzić, gdy przed chwilą zażyłaś eliksir?
– Nikt nie mówił przecież, że jest śmiertelny. Jak będzie mi coś poważnego dolegało, to wyślę Patronusa – oświadczyła i wyszła nim zdążył ją zatrzymać.
Hermiona nie czuła na razie żadnych skutków. No może poza tym, że zakręciło jej się głowie od razu po wypiciu eliksiru. Ale poza tym, to nie czuła żadnej zmiany.
Postanowiła odwiedzić najpierw dyrektora, a później poszukać Draco.

– Dzień dobry, Hermiono. Widzę, że już się lepiej czujesz. – Przywitał się i popatrzył na nią z troską w oczach.
– Dzień dobry, dyrektorze. Tak, można powiedzieć, że już w pełni wróciłam do siebie. Nie przychodzę jednak w tej sprawie. – Zajęła miejsce naprzeciw niego.
– A co cię sprowadza, dziecko? – zapytał nalewając im herbaty.
– Sprawa Delvora. – Albus przerwał nalewanie słysząc te słowa, a po chwili kontynuował dalej.
– Coś dokładnie?
– Podczas naszej ostatniej rozmowy zdeklarowałam się walczyć z wilkołakami po stronie Zakonu, jeśli uzyskam do tego odpowiednie środki. Intencje Delvora są wciąż dla mnie niejasne, a z czego wiem jest pan osobą, która może się dowiedzieć od niego znacznie więcej niż ja. Więc przyszłam z pytaniem, czy dowiedział się pan czegoś na ten temat?
Dumbledore odchrząknął. Hermiona przyjrzała mu się uważnie. Na jego minimalnie zmarszczone brwi, na jego milczenie, które starał się zatuszować upijając łyk herbaty i tworząc pozornie specjalną pauzę, która miała sprawić, by wzrosły emocje u rozmówcy. U niej na pewno żadne nie wzrosły. Albus Dumbledore nie był pierwszą osobą, która starałaby się coś przed nią ukryć i była bardziej niż świadoma tego.
– Niczego konkretnego nie dowiedziałem się ostatnimi czasy, drogie dziecko – powiedział, po czym zamyślił się na moment.
– Czyli mimo bliskich relacji z panem, Delvor postanowił nie dzielić się swoim planem?
– Wydaje mi się, że nie chce afiszować się ze swoim pomysłem, jeśli takowy posiada. Powiedziałbym, że to raczej skryty i dosyć tajemniczy człowiek.
– I nie wspominał po co zjednoczył prawie wszystkie klany wilków?
– Nie – odpowiedział krótko.
– W takim razie, jakie informacje mogłabym od pana dostać, ażeby znaleźć jego słaby punkt i w zamian stawić się za Zakonem Feniksa?
– Hermiono, ja jedynie mówię to, co wiem. Delvor nie lubi rzucać słów na wiatr i niekoniecznie dzieli się swoimi planami na prawo i lewo.
– Ale to pan powiedział, że macie dobry kontakt i nie widział pan problemu, gdy zawieraliśmy umowę. Umowę, która jasno określała, że zdobędzie pan potrzebne i użyteczne dla mnie informacje.
– Oczywiście, oczywiście, Hermiono. Naturalnie, to że na razie nie mam żadnych wiadomości, nie oznacza, że w najbliższym czasie ich nie zdobędę.
– Liczę na to, dyrektorze.
Albus pokiwał głową nieznacznie i patrzył się, jak Hermiona opuszcza jego gabinet, myśląc intensywnie nad sprawami, którymi należało się teraz zająć.

Hermionie z radością ujrzała grupę Ślizgoni idącą po korytarzu, bo wiedziała, że wśród znajdzie konkretnego Ślizgonia, którego szukała. Wystarczyło jej nawiązanie krótkiego kontaktu wzrokowego z Draco i już była w stanie zostawić mu w informację dotyczącą miejsca ich spotkania.

Gdy tylko spotkali się na Błoniach Hermiona mocno uścisnęła swojego przyjaciela.
– Dziękuję, Draco – wyszeptała mu do ucha.
– Hej, Hermiono, nie ma za co. Wszystko w porządku? – Odsunął ją od siebie i przyjrzał jej się uważnie.
– Tak, tak, po prostu tyle się dzieje, że czasami nie wyrabiam. – Wyczarowałam im koc, na którym usiedli. – Czuję się jakbym prowadziła podwójne życie. A możne nawet jakbym powinna prowadzić podwójne życie, tyle że bardziej zaczęłam się już wkręcać w jedno, a drugie od siebie odpychać.
– Co masz na myśli? – Popatrzył na nią zatroskany.
– No nie wiem jak to ująć. Zaczynam zapominać o tym prawdziwym życiu, jakie powinnam mieć. O tej beztrosce, o tym bezpieczeństwie jakie kiedyś czułam, o zaufaniu, jakim mogłam każdego obdarzyć. Wydaje mi się, że to wszystko przepada z każdym dniem. I wiem, wiem, że nadszedł czas, w którym każdy musi coś poświęcić i rozumiem to, naprawdę. Ale mam obawy. – Spojrzała mu w oczy. – Mam obawy, że już nigdy się tak nie poczuję. Nie poczuję tego bezpieczeństwa, nie będę w stanie nikomu tak łatwo zaufać, że ten czas minął już bezpowrotnie.
– Hej, nie przejmuj się tym. Nastały ciężkie czasy. Poświęcasz się dla naszego dobra, ale nie zapominaj w tym wszystkim o sobie. Nie pozwól, żeby osoby, które cię zawiodły wpłynęły na twój osąd innych ludzi. Jesteś na lepszej drodze niż byłaś. Widzisz to, czego inni jeszcze nie widzą i to czyni cię jedynie silniejszą. Jestem pewien, że jeśli zaufasz sobie to i zaufasz temu, kto na to zasługuje.
– Tak myślisz?
– Jestem pewien. Tylko musisz przestać wszystko tak analizować i rozkładać na czynniki pierwsze. Czasami wystarczy, że podążysz za instynktem.
– A co jeśli instynkt mówi mi, że muszę podejść Voldemorta i spróbować go wykiwać?
– W takim razie rób wszystko, co musisz, byleby cię nie złapał na gorącym uczynku. A ja ci w tym pomogę.
Hermiona uścisnęła chłopaka mocno.
– Jesteś najlepszy, Draco.
– Jasne, że jestem. A teraz pędź ratować czarodziejski świat. I pozdrów wilkołaki ode mnie. Jestem wciąż w szoku i pozytywnie zaskoczony, że moje piękne ciało jest bez zadraśnięcia po spotkaniu z nimi.
– Mówiłam ci, że nie są tacy źli. – Puściła mu oczko i ruszyła w stronę Hogwartu.

Hermiona rozejrzała się uważnie na boki, próbując jeszcze bardziej wytężyć wzrok w ciemności. Pod tym konkretnym drzewem umówiła się ze Snapem, a od dziesięciu minut czekała na jego przybycie. Niewiele brakowało, by zaczęła niecierpliwie tupać nogą w ziemię. Miała ochotę olać go i pójść własną drogą – przecież to jemu tak bardzo zależało na spotkaniu! Ale z drugiej strony jak sobie wyobraziła ile musiałaby się nasłuchać, gdyby na niego nie poczekała, to na samą myśl ręce jej opadały. No a przecież, jeśli nie teraz, to za miesiąc. Tak źle i tak niedobrze.
Zobaczyła czarną plamę biegnącą w jej stronę. Próbowała dostrzec, czy to na pewno ta plama, na którą tyle czekała.
Severus zatrzymał się tak blisko niej, że nie miała wątpliwości, że to on.
– No i co cię zatrzymało? – syknęła.
– Albus – odpowiedział jeszcze bardziej zirytowanym tonem i ruszył w stronę lasu.
– Stójże – warknęła.
– Na co? – Popatrzył na nią z mieszanką zdziwienia i gniewu.
Podeszła do niego i spojrzała mu wyzywająco w oczy.
– Uspokój się, Snape. Idziesz do wilkołaków, a oto kilka faktów, które sobie powinieneś przypomnieć: jestem ich przywódcą, zabiłeś poprzedniego, jesteś obcy, animagiem… Mam wymieniać dalej?
– Nie, załapałem.
– W takim razie pozwól, że pójdę pierwsza, a ty za mną. – Zrobiła kilka kroków, po czym się zatrzymała i odwróciła się z powrotem w jego stronę. – I pamiętaj, Snape, nie jesteś jednym z nich. Nigdy nie wchodź między nimi, jakbyś szedł do swoich. Twoja odwaga może zostać źle odebrana i może cię zgubić. A ja nie mam takiej siły, żeby cię obronić. Oni są moim stadem, moją rodziną i oni są na pierwszym miejscu. Pamiętaj o tym przy każdym kroku, który cię do nich zbliża. – Ruszyła w głąb lasu.
Gdy dotarła na miejsce stado już na nią czekało. Popatrzyła się na twarze ludzi, którzy mieli zaraz przemienić się w inne postacie. Były to twarze jak każde inne. Trochę zmęczone życiem codziennym, trochę wyblakłe, trochę pozbawione radości, trochę wylęknione. Były to twarze przeciętnego człowieka, który nie do końca zdawał sobie sprawę z czym przyjdzie mu się zmierzyć.
– Chciałabym powiedzieć kilka słów zanim wyruszymy na polowanie. Chciałabym wam podziękować raz jeszcze za wsparcie, za wyrozumiałość i za zaufanie jakim mnie obdarzyliście. Każdy z was jest wyjątkowym człowiekiem, któremu przyjdzie się zmierzyć z czymś większym, co go przerasta. Ale w tym momencie nie możemy się poddać i przegrać z lękiem. Jesteśmy grupą, która o siebie dba, pomaga sobie wzajemnie i niczego nie zataja. Z tej racji chciałabym powiedzieć wam dwie rzeczy. Po pierwsze mam dzisiaj przyjemność testować eliksir zrobiony przez Mistrza Eliksirów na moją prośbę. Jest to eliksir, który ma pomóc nam, jako wilkołakom z naszą słabą odpornością na zaklęcia. Nie wiem jak mój organizm zareaguje, gdy się przemienię, więc chciałam was jednie uprzedzić. A druga rzecz jest taka, że chciałabym wam przedstawić tego Mistrza Eliksirów. Wierzę, że niektórzy go znają.
Snape wyszedł z cienia i stanął obok niej. Ludzie zaczęli szeptać między sobą coraz głośniej.
– Nie mamy dużo czasu, więc po prostu przejdźmy do sedna. Tym, którzy nie mieli przyjemności go poznać, przedstawiam Severusa Snape’a – Mistrza Eliksirów, który postanowił nam pomóc. Chciał także się z wami zapoznać, bo podejrzewam, że będziemy kontynuować współpracę aż do Bitwy.
– Wydaje mi się, że do tej pory i bez jego pomocy radziliśmy sobie dobrze. – Odezwał się męski głos.
– Owszem. Co nie oznacza, że z jego pomocą będziemy radzić sobie gorzej.  Wydaje mi się, że skoro jest szansa, iż Severus może nam pomóc, to należy z tej szansy skorzystać. Ja jestem otwarta na propozycje, wiedząc, że możemy na nich zyskać.
Wskazała ręką na Snape’a, który przybrał swoją animagiczną postać.
– A to jest druga wersja Severusa Snape’a, którą chciałabym wam przedstawić.
Po twarzach mogła wyczytać, że nikt nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji. Czy przez to przychylniej spojrzą na Mistrza Eliksirów? Nie wiedziała. Wilkołaki z natury były nieufne – ona sama była tego przykładem – ale dopóki ktoś nie połączy faktów i nie zacznie zadawać pytań, to niby czemu mieliby się sprzeciwiać jej decyzji?
– Czyli jaką dokładnie rolę będzie pełnił profesor Snape? – Ktoś z tłumu zadał pierwsze pytanie.
– Będzie testował ze mną eliksir, a później z każdym z was. Pomoże nam również wyćwiczyć pewne taktyki, które przydadzą się podczas walki. Pamiętajmy, że liczy się drużyna i strategia. Nikt jeszcze w pojedynkę świata nie zwojował.
Hermiona popatrzyła się po grupie zauważając wymieniane między sobą spojrzenia. Spojrzała na księżyc. Czas na rozmowę się skończył. Nikt ze zgromadzonych nie wyglądał jakby był przekonany do jej pomysłu, ale nikt też jawnie nie krytykował. Każdy musiał się z tym przespać i sam dojść do pewnych wniosków.
– Idziemy – wydała polecenie.
Skoczyła do przodu i przemieniła się w wilkołaka. Bolało bardziej niż zwykle, ale nie dała po sobie poznać.
Obejrzała się i spojrzała na swoje stado. Każdy stał na czterech łapach i wyczekująco się w nią wpatrywał. Nawet Severus Snape.
Hermiona uśmiechnęła się w duchu i biegiem ruszyła do przodu podążając za zapachem.

                                                                 ~*~*~*~

Hermiona była zadowolona z wczorajszej nocy. Spokojnie się pożywili, wszyscy wrócili w jednym kawałku, nikt nie narzekał – a przynajmniej nie wprost. Severus też zachował się dosyć przyzwoicie. Nie podważał jej słów – czego, nie oszukujmy się, spodziewałaby się po nim – i nie dał jej także żadnego innego powodu, by miała mu urządzić piekło na ziemi. Ale oczywiście wolała dmuchać na zimne i doszła do wniosku, że nie będzie prowokować go niepotrzebnie.  Tak więc nad ranem wrócili w ciszy z Zakazanego Lasu i rozstali się bez słowa na korytarzu. Ona nie miała zbytnio co powiedzieć, a on widział, że jest na tyle zmęczona, że nie odpowiedziałaby nawet na zaczepkę dotyczącą gniazda włosów okalających jej twarz w nieładzie.
 Dziewczyna poszła do swojego pokoju i wyczerpana rzuciła się na łóżko kątem oka zerkając na zegarek. Miała jeszcze kilka godzin snu. Co prawda mało, ale zawsze lepiej niż nic. Poza tym dzisiejsza pełnia dała jej w kość. A może nie tyle, co pełnia, jak eliksir, który wypiła chwilę przed. Nie mogła zaprzeczyć, że czuła się silniejsza, potężniejsza, a nawet odporniejsza na różne niedogodności, jednak czuła także przytłaczającą obecność Bestii. A z racji, że ostatnio niezbyt dobrze im się razem żyło, to jedynie nasiliła się jej obawa. Hermiona miała dziwne przeczucie, że jej ciało nie tylko odpowiadało na jej polecenia. Miała wrażenie, że Bestia z łatwością mogłaby przejąć nad nią kontrolę i nawet nikt by tego nie zauważył. Takie myśli sprawiały, że była bardziej przerażona niż chciałaby być.
Odetchnęła głębiej i nie pozwoliła, by przytłoczy ją własne myśli. Musiała zasnąć i dać eliksirowi czas, by się wywietrzył z jej organizmu. Snape powiedział, że w najlepszym – czy też najgorszym – wypadku mikstura będzie działać przez dobę. Tak więc Hermiona wolała zdrzemnąć się trochę przed kolejnymi godzinami spędzonymi w towarzystwie Bestii.


– Hej, Snape – rzuciła wchodząc do gabinetu.
Severus popatrzył na nią jakby postradała zmysły, po czym wrócił do przeglądania papierów leżących na jego biurku.
– Trochę się do tego zbierałam, ale zdecydowałam, że musimy poprawić ten eliksir.
– Mówiąc „ten”, masz na myśli eliksir, który zrobiłem dla wilkołaków i, na który nie narzekałaś do tej pory, a kiedy pytałem się czy na pewno nie ma skutków ubocznych, to odpowiedziałaś piskliwym głosem „no co ty, jest idealny”?
– Po pierwsze: dokładnie ten. Po drugie: nie mówię piskliwym głosem – oburzyła się.
– Z pewnością wtedy mówiłaś. Czemu nie powiedziałaś wcześniej?
– No nie wiem, może dlatego, że nie chciałam zostać królikiem doświadczalnym i znowu zapaść w śpiączkę?
– Ale…
– Ale zmieniłam zdanie.
– Bo w końcu zrozumiałaś, że ktoś z waszej szesnastki musi zostać królikiem doświadczalnym.
– Właśnie.
– I przypomniałaś sobie, że w końcu jesteś liderem.
– Można tak to ująć. Więc przestań patrzeć się na mnie z politowaniem tylko choć robić ten eliksir. I ostrzegam, że jeśli ponownie wprowadzisz mnie w śpiączkę, to naślę na ciebie wilki.
– Niby jak? – Wzniósł oczy ku górze.
– O to się nie martw. – Pogroziła mu palcem i ruszyła pierwsza do laboratorium.
Prawdę mówiąc Hermiona bała się tego eliksiru bardziej niż czegokolwiek w ostatnim czasie. Po tym jak ostatnio zażyła wywar wciąż nie mogła się otrząsnąć z obecności Bestii. W tamtej chwili czuła jej obecność niemal namacalnie i bała się tego jak diabli. Czuła, że to co jest w niej to coś mrocznego i złego, a najgorsze było to, że nikt nie napisał o tym zjawisku nawet zdania. Bestia była dla niej nieobliczalną postacią, uosobieniem wszystkich lęków, najbliższym wrogiem. Długo myślała nad sposobem, by ją stłumić, ale wciąż na nic nie wpadła. Nawet nie była pewna na jakim poziomie intelektualnym jest ta kreatura. Nie wiedziała czy może przejąć nad nią całkowitą kontrolę i czym wtedy by się stała. Czy już na zawsze byłaby wtedy wilkołakiem? Czy może Bestia przejęłaby jej osobowość i żyła jej życiem? Powoli zaczynała wpadać w paranoje. Wyglądało to jak scenariusz z kiepskiego horroru, ale dla Hermiony było kolejnym powodem do zmartwień. Chciała żyć własnym życiem, nawet wtedy, gdy stawała się wilkołakiem. Chciała wyeliminować jak najbardziej tylko mogła głos istoty, która była żądna krwi.
– Granger, wszystko w porządku? Jesteś bledsza niż ta ściana.
– Tak, tak, jasne. – Otrząsnęła się z przytłaczających myśli. – Mogę cię jeszcze o coś prosić, Snape? – popatrzyła się na niego wielkimi, migdałowymi oczami.
– Powiedz, to zobaczymy.
– Mógłbyś użyczyć mi trochę eliksiru Słodkiego Snu?
– Czemu sama go nie zrobisz? – Właśnie, Hermiono, czemu nie zrobisz go sama?
– Jakoś nie czuję się na siłach, ale w sumie, może masz rację.
– Nie no, Granger, jak potrzebujesz to mam zapas w szafce. I tak będę musiał niedługo przyrządzić więcej dla Poppy. – Poszedł go wyciągnąć przyglądając jej się uważnie.
– Dzięki, Snape, ostatnio nie sypiam dobrze.
– Ostatnio? – Popatrzył na nią podejrzliwie wręczając jej fiolkę.
– No tak od kiedy wybudziłam się z tej śpiączki, to niekiedy nie mogę zasnąć, a potrzebuję snu, aby normalnie funkcjonować, co nie? – Próbowała zażartować, by zmienić panującą atmosferę.
– Tylko dawkuj ostrożnie – odpowiedział jedynie. – To co możemy zabrać się do pracy?
– Jasne. – Schowała fiolkę do kieszeni i usiadła na stołku obok stanowiska.

Kilka godzin później Hermiona wyszła od Snape’a z dwoma fiolkami eliksiru. Podczas warzenia ani razu nie straciła przytomności, co było dobrym znakiem. Tym razem profesor zrobił miksturę na innej bazie niż poprzednio i miała spróbować tej wersji. Nawet nie była pewna, co powinien był zmienić w poprzednim przepisie i nie była do końca w stanie mu wyjaśnić czego oczekiwała po nowym eliksirze. Gdy się zapytał w czym był problem powiedziała jedynie, że nie był taki, jaki myślała, że będzie i ucięła temat.
Hermiona poszła do pierwszej lepszej łazienki i wypiła całą zawartość fiolki. Nie miała czasu, aby czekać na pełnie, ale wiedziała już, że nawet i bez tego jest w stanie poczuć w jakim stopniu eliksir pomaga.
Wyrzuciła pustą buteleczkę do śmietnika i poszła do biblioteki. Miała zamiar poczytać coś na temat Wywaru Tojadowego, czego jeszcze mogła nie wiedzieć. Może znalazłaby coś inspirującego, co by pomogło jej rozwikłać zagadkę. No bo skoro wilkołaki po zażyciu tego eliksiru są w stanie nie stawać się wilkołakiem co miesiąc, to może są też w stanie nie słyszeć Bestii i nie czują jej obecności. Hermiona zamyśliła się głęboko i aż zatrzymała się w miejscu. Tylko czemu ostatni eliksir, który był robiony na podobieństwo Wywaru Tojadowego wzmógł jej Bestię, a nie uciszył? Od czego to zależało? Jeszcze szybciej niż poszukania odpowiedzi w książkach musiała poszukać człowieka, który jest w stanie od ręki dać jej odpowiedź na nurtujące ją pytania.
Musiała znaleźć kogoś, kto mógł jej pomóc i nie był Severusem Snapem.

Hermiona w pierwszej kolejności chciała iść zapytać Dumbledore’a o osobę, która mogłabym wesprzeć ją radą, ale pójście do niego równało się z pozwoleniem na wzięcie się w krzyżowy ogień pytań, a tego by sobie nie zrobiła. Postanowiła więc zgrabnie podpytać się kogoś, kto mógłby wiedzieć coś na ten temat i nie przekierowałby jej od razu do Snape’a. Wybór padł na profesor McGonagall.
Już po pierwszej lekcji transmutacji poczekała aż wszyscy opuszczą salę i podeszła do nauczycielki, która sortowała papiery na biurku.
– Profesor McGonagall, możemy zamienić kilka słów? – zaczęła niepewnie.
– Och, Hermiono, to ty. – Spojrzała na nią wyrwana z zamyślenia. – O czym byś chciała porozmawiać?
– Pani profesor na pewno zdaje sobie sprawę, że teraz jest ostatnia chwila, bym mogła wybrać kierunek w jakim chciałabym podążyć. Myślałam nad każdym przedmiotem i po głębszych rozmyślaniach doszłam do wniosku, że może powinnam zostać Mistrzem Eliksirów.
– Tak, słyszałam, że bardzo dobrze ci idzie z eliksirami. – Pokiwała głową ze zrozumieniem.
– Pewnie zastanawia się pani czemu nie poszłam porozmawiać z profesorem Snapem, ale z profesorem czasami nie jestem w stanie się dogadać. Chciałam także porozmawiać z kimś innym o eliksirach, kto by posiadał wiedzę na poziomie Mistrza Eliksirów. Wie pani, możliwe, że ktoś ma wiedzę, której profesor Snape nie posiada, a nie chcę go tym urazić.
– Rozumiem, rozumiem.
– Więc może zna pani kogoś z kim mogłabym zamienić dwa słowa?
– Kogoś na pewno znajdę, Hermiono. – Uśmiechnęła się do niej dobrotliwie. – Postaram się dać ci wiadomość jutro po zajęciach.
– Będę bardzo wdzięczna. No i nie chciałabym, aby profesor Snape się dowiedział. – Popatrzyła na nauczycielkę niepewnie.
– Oczywiście, Hermiono. Jeszcze by się przejął albo stałby się dla ciebie nieprzyjemny bardziej niż jest, biorąc pod uwagę przynależność do Gryffindoru. – Puściła jej oczko.
– Dziękuję pani profesor. – Uśmiechnęła się szeroko. – Do widzenia. – Odwróciła się w stronę wyjścia.
– Do zobaczenia.
Na ustach Hermiony zagościł lekki, szczery uśmiech, a jej myśli zwolniły bieg. Wzięła głębszy wdech. Czuła, że znowu ma nad wszystkim kontrolę. Nawet jeśli chwilowo.
Poszła na resztę zajęć i próbowała skoncentrować się tylko i wyłącznie na przeprowadzanych tematach.

                                                                 ~*~*~*~

– I co myślisz o drugiej wersji eliksiru? – zapytał ją tydzień później Postrach Hogwartu.
– Wydała się być lepsza.
– W jakim znaczeniu „lepsza”?
– Mniej inwazyjna dla nas, jako wilkołaków. Czułam się tym razem lżej i pewniej. Trzeba będzie oczywiście sprawdzić jak działa podczas pełni, ale na razie mówię jedynie, że jeśli miałabym wybierać pomiędzy tymi dwoma, to zdecydowanie wybrałabym wersję numer dwa.
– W porządku. Zrobię jeszcze jedną próbkę i porównasz wtedy wszystkie trzy.
– Powiem ci, Snape, że nie jest tak źle jak myślałam. Przypuszczałam, że będzie z piętnaście takich próbek do przetestowania.
– Ja też tak myślałem. Na pewno byłoby wtedy więcej zabawy, ale jak zwykle musiałaś zabić całą w zarodku.
– To, że nie jestem w śpiączce, Snape, nie oznacza, że nie jest miło.
– Powiedziałbym raczej, że wciąż nie jest ani trochę znośniej niż było na początku.
– Ale popatrz na to z drugiej strony: przynajmniej nie jest gorzej. Oj już Snape nie rób takiej skwaszonej miny. Przecież siedzę tutaj…
– No właśnie. – Przerwał jej.
– …Pomagam ci przy sprawdzaniu prac. Czyż nie jest zabawnie? – Pomachała do niego sprawdzianem pierwszoklasisty, który pokreślony był na czerwono.
– Granger, ostatnim razem, kiedy robiłaś taką głupią minę rozlałaś mi nieusuwalny atrament na całe biurko.
– Kto trzyma nieusuwalny atrament w pokoju? A tym bardziej na biurku? Słyszysz jak niedorzecznie to brzmi?
– Widzę, że coś zmalowałaś. I nie nabierzesz mnie… Poza tym, co ty tam trzymasz? To sprawdzian czy twój esej? Granger ile razy ci mówiłem, że masz ograniczyć się do co najmniej trzech zdań na każdym teście?
– Przecież nie można pozwolić im żyć w takiej niewiedzy, no wie pan co! Jeśli nie chcą wyciągać wiedzy z książek to może przynajmniej zapamiętają tą z kartki.
– Marzenie ściętych głów. – Wzniósł oczy ku górze.
Hermiona nie zwróciła uwagi na jego przytyki i wróciła ponownie do pracy. Czuła się zdecydowanie lepiej. Po tym, gdy eliksir przestał na nią działać poczuła ulgę, która była wręcz nie do opisania. Fakt faktem, tym razem czuła się mniej przytłoczona obecnością Bestii niż za pierwszym razem, jednak wciąż było jej się ciężko pozbierać po zażyciu wywaru. Wrażenie, że jest obca we własnym ciele było bardzo silne i nie potrafiła sobie z nim poradzić. Snape od razu zauważył, że coś jest nie tak, gdy ociągała się ze złożeniem raportu na temat unowocześnionego eliksiru. Gdy nie przeszło jej po dwóch dniach postanowił ją zająć tym, co wychodziło jej najlepiej – nauką. Kazał jej siedzieć przed biurkiem niezmordowaną ilość czasu warcząc na nią pod nosem. Po jakimś czasie Hermionie nawet się spodobało i – musiała to przed sobą wyznać – zaczynała każdego dnia wyczekiwać na moment kiedy pójdzie do lochów i weźmie się za sprawdzanie testów. Było coś w tym takiego przyciągającego, czemu nie mogła się oprzeć. Była to dla niej namiastka normalności, której pragnęła tak bardzo.
– No więc, co zrobiłaś? – Męski głos przywrócił ją do rzeczywistości.
– Zawsze coś sobie nawymyślasz i później próbujesz mi coś wmówić – oburzyła się.
– Granger, ja nie wiem jak z tak marną maską kłamcy zamierzasz wygrać z Czarnym Panem. Zaczynam się naprawdę obawiać.
– Już ja sobie dam radę. Dawałam i do tej pory – powiedziała nieco twardziej i wróciła do oceniania sprawdzianów, nim do końca popsuł jej się humor.
Prawda bowiem była taka, że przed Voldemortem należało jedynie udawać. Tak samo, jak udawała przed przyjaciółmi, przed dyrektorem, przed resztą nauczycieli. Przed nimi należało jedynie odpowiednio się uśmiechnąć, odpowiednio kiwnąć głową, odpowiednie wspomnienia mieć naszykowane na wierzchu umysłu. To potrafiła. To jej wychodziło najlepiej, do tego się przyzwyczaiła i  dzięki temu wciąż żyła.
W ciągu tego tygodnia uświadomiła sobie, że nie musi już teraz udawać. Przebywała ze Snapem tyle czasu i zawarła z nimi tyle umów, że nie powinna była obawiać się ujawnienia przed nim czegokolwiek. Bo co mógł zrobić? Powiedzieć komuś o koszmarach, które ją dręczą? Wyśmiać ją, że nie potrafi sama sobie poradzić z problemami? Możliwe, ale czy to cokolwiek zmieniało?
W końcu poczuła, że może zdjąć najcięższą z masek, które na siebie zakładała każdego dnia i odsłonić się przed drugim człowiekiem. Chciała znów poczuć tą dziecinną naiwność, niewinność i nadzieję na lepsze jutro. Chciała być w stanie przyjść do kogoś i powiedzieć, że idzie na spotkanie z Voldemortem i nie jest pewna czy wróci. Oczywiście mogła powiedzieć to wszystko Draconowi, ale z racji, że należał do Slytherinu ciężko było im się złapać gdzieś na przerwie, a najszybszą formą komunikacji była sowa – a kartka papieru nie była w stanie oddać emocji, które się w niej kłębiły. Dlatego jakaś część niej doszła do wniosku, że dobrze byłoby w końcu nie robić ze Snape’a wroga, a sojusznika. Jeszcze nie wiedziała co na to sam zainteresowany, ale nie zamierzała szybko rezygnować. Skoro on mógł wprosić się do stada, to mogła przynajmniej oczekiwać, że w razie czego zaciągnie jej zwłoki z powrotem do Hogwartu, albo że rozejrzy się u Voldemorta za jej ciałem, jeśli zaginie na dwa dni po spotkaniu z nim.

Dlatego Hermiona machała do Snape’a kartką papieru uśmiechając się przy tym szczerze i czując się swobodniej niż do tej pory sobie na to pozwalała. I w tym momencie było jej wszystko obojętne, co on sobie o niej pomyśli, bo wiedziała, że jak przyjdzie co do czego, to chcąc nie chcąc on stanie po jej stronie i jej pomoże.

2 komentarze :

  1. Hej, jestem i jest nowy rozdział!!! Kiedyś gdzieś czytałam, że lepiej nie ufać ludziom, którzy używają więcej wykrzykników niż jeden, ale co tam.
    No więc (nie zaczyna się zdania od więc, bla bla bla) to takie słodkie zanurzenie w znajomym terenie, że tak powiem. Wiesz, jestem teraz jak taka sówka, która dostała miętowe czekoladki z dzieciństwa. No, ogarniasz (mam nadzieję?). Znowu odbiegam od tematu.
    Uwielbiam Twoją Hermionę, jest samodzielna, umie podejmować decyzje, kalkuluje, myśli na chłodno. Oh, i jak mi się końcówka podoba! (Ha, jeden wykrzyknik, zauważ). Taki wstęp troszkę, rozgrzewające zaproszenie do ognia.
    Co do błędów czy tam co tam, to może gdzieś przecinki Ci uciekły albo drobne literówki, ale to małe nic. Poza tym, tak znowu zupełnie zmieniając temat, w Twoim opowiadaniu uwielbiam mnóstwo rzeczy (jak choćby wątek wilkołaków), jedynie Dumbledore'a jakoś tak... Wiesz, znaczy zawsze go sobie wyobrażałam jako takiego jednak zaradnego i chytrego, wiesz o co mi chodzi, i troszkę u Ciebie Hermiona nim rządzi. Ale to Twoja wizja, ja tylko dzielę się się Tobą moimi odczuciami.

    Nom, się troszkę rozpisałam. A co tam, życzę czasu, odpoczynku i (tradycyjnie) weny.
    Czarodziejka ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto było czekać tak długo. Tak jak poprzedniczka, uwielbiam Twoją Hermionę - pewna siebie, zdecydowana, odważna i władcza. Rzadko kiedy widzę ją taką w opowiadaniach (chyba Twoje jest drugie) Sądzę, że tylko na taką kobietę Severus może zwrócić uwagę (sama inteligencja to chyba za mało na takiego Ślizgona). Nie daj Nam tylko czekać znowu tak długo na kolejny rozdział. Pozdrawiam EwaW

    OdpowiedzUsuń