Dawno czegoś nie wrzucałam, próbuję zakończyć 27, ale tymczasowo zero inspiracji i motywacji, a w szkole ciągłe urwanie głowy i brak chęci do czegokolwiek.
Nie jestem hipokrytką i nie będę pisać, że jest to miniaturka 18+, bo jest, jednak w naszym wspaniałym kraju można uprawiać seks od 15 roku życia, więc w żadnym wypadku nie rozumiem, czemu czytać od 18. Dla mnie to zagadka.
W każdym razie ostrzegam, że nie było to betowane i jest SŁABE (i jest miniaturką pomimo 7 stron (dla mnie to mało)). Tak, tak, wiem, że mówię tak praktycznie za każdym razem (mam na myśli, że jest słabe), jednak chciałam Wam pokazać, że potrafię coś zdziałać między tą dwójką, a po prostu nie jest jeszcze czas w moim opowiadaniu na taką sytuacją. W sumie, to dobrze, że coś takiego napisałam, bo muszę popracować nad lekkością tekstu i ciekawej prezentacji tego, co siedzi w mojej chorej głowie.
Miejmy nadzieję, że nie jest aż tak tragicznie, jak myślę.
Nie wrzucam NN z racji tego, że to nie kolejny rozdział.
Za wszystkie błędy z góry przepraszam (tym bardziej interpunkcyjne! :D)!
Wasza wdzięczna i wiecznie zabiegana,
Liz <3
Kobieta zadarła głowę ku górze i
spojrzała na tablicę, na której chwilę później ukazały się informacje, na które
wyczekiwała.
Pociągnęła lekko ręką, która
pobolewała ją już od jakiegoś czasu, najwyraźniej przez przeciążenie, szybkim,
niekontrolowanym ruchem wygładziła marynarkę i z pewnością, o jakiej wszyscy
tutaj zgromadzeni mogli jedynie pomarzyć, ruszyła przed siebie.
Mijając bramki zerknęła na
zegarek, co było już jej nawykiem, skinęła na powitanie młodemu mężczyźnie,
którego za każdym razem widziała na tym samym stanowisku, sprawdzając
dokumenty, więc uśmiechnęła się do niego wdzięczna, że nie musi robić postojów
i zerknęła przez ramię na tłum ludzi, którzy ustawiali się w kolejkach i z
niecierpliwością oczekiwali na swoją kolej. Kiedyś była na ich miejscy i
jedynie przez widok, który miała w tym momencie przed sobą, cieszyła się, że to
się zmieniło.
Lubiła swoją pracę, naprawdę,
jednak czasem czuła się wykończona i nie na miejscu. Była nieustatkowaną
kobietą, bez męża, bez dzieci, nawet bez psa, na którą spadały wszystkie
możliwe problemy rodzinne, a ona, mimo naprawdę dobrych chęci, pomału nie
dawała sobie z tym rady.
Na początku było fajnie; wysoka
pensja, perspektywa zwiedzenia pół świata, poznania nowych ludzi… ale później?
Później zrobiło się znacznie gorzej. Przestała ją interesować wypłata, bo i tak
nie zdążyła jej wydać w sklepach, ba, nawet nie miała czasu, by po nich
chodzić. Nie miała czasu dla siebie; na odpoczynek, na zaprzyjaźnienie się. Od
kiedy skończyła szkołę nie kontaktowała się z nikim z magicznego świata, w
sumie to jedynie w pracy miała kontakt z ludźmi, a i tak nie zamieniała z nimi
zazwyczaj większej ilości słów, niż było to konieczne.
Trudno było tutaj zawrzeć
trwalszą znajomość.
Uśmiechnęła się lekko do starszej
pary, która robiła sobie pamiątkowe zdjęcie i ruszyła w stronę swojego
korytarza.
~*~*~*~*~
- Jaką zapowiadali pogodę? -
zagadnęła swojego kolegę po fachu, którego poznała na kursach.
- Podobno ma być słonecznie jak
nigdy - żachnął się.
- Cholerne huragany - powiedziała
pod nosem. - Czy w tym mieście zawsze muszą być jakieś anomalie pogodowe?
- Czy to jest pytanie retoryczne?
- Rzucił w nią ściereczką, którą jeszcze przed chwilą wycierał blat. - To jest
pieprz… - ściszył głos do szeptu - ona Floryda. - Uśmiechnął się od ucha do
ucha.
- Musisz się jeszcze poduczyć
konspiracyjnego uśmieszku. - Puściła mu oczko, a on przewrócił oczami na te
słowa.
Chyba jedynie dzięki całkowitemu
szczęściu udało im się ominąć kontrolę prowadzoną przez dyrektora oddziału.
Uporządkowali ostatnie elementy i
zaczęli wpuszczać ludzi. Tym razem była kolej Joshuy.
Hermiona, ochrzczona imieniem
Lora na pierwszym kursie, wypakowała ostanie kubeczki i ustawiła je na barku.
Czekała ich jeszcze demonstracja,
to znaczy jego, bo tym razem udało jej się przekonać go do zamiany miejsc, więc
w tym momencie stała przy słuchawce, instruowała i sama słuchała swojego głosu,
który rozchodził się po maszynie z o wiele większą precyzją niż można by było
przypuszczać.
Nie miała dzisiaj dobrego humoru,
jak zwykle ostatnio - podejrzewała na początku PMS, zespół napięcia
przedmiesiączkowego, jednak nigdy aż dotąd nie ciągnął się on aż tak długo. Czuła
się jak mina przeciwpiechotna, która może w każdej chwili wybuchnąć.
Rozpoczęli podróż.
Chwila odpoczynku nie potrwała
długo. Kilka minut później, gdy maszyna ustatkowała swój ruch, musiała wziąć
się za obowiązki i rozpocząć wędrówkę z barkiem. Nie ma to jak obsługa
rozkapryszonych seksistów. Witaj, kolejny tygodniu!
- Życzy pan sobie coś do
jedzenia, picia? - spytała jedenasty raz z rzędu, uśmiechając się sztucznie.
- Tak, tak… - odparł rozmarzonym
głosem i spojrzał na bufecik. Dużego wyboru nie było, nie oszukujmy się, nie
były to wysokie standardy, gdzie można było zamówić homara na wynos. - Poproszę
w takim razie to, to i to… - wskazał palcem - i może jeszcze kieliszek
szampana.
- Oczywiście. - Podała mu to, co
zamówił i przeszła dwa kroki dalej.
- Życzy pan sobie coś do
jedzenia, picia? - zapytała z nieskrywaną monotonią w głosie i spojrzała
wyczekująco na fotel, którego tymczasowy właściciel skrywał się za gazetą.
Opuścił ją powolnym krokiem i
Hermiona o mało co nie padła na zawał.
- Skąd, do licha, pan się tu
wziął? - prawie że wykrzyknęła. Wyglądało na to, że Snape jest w podobny
stadium szoku, co i ona, więc nic nie odpowiedział. - Ach, no tak, zapomniałam,
że nie jest już pan moim nauczycielem. Co ty tu, do cholery, robisz? -
powtórzyła.
- Granger, co ty tu robisz? I nie jestem twoim
kumplem, byś odzywała się do mnie na „ty”, wypraszam sobie - warknął.
- Nie widać? - Kompletnie nie
zwróciła uwagi na drugą część zdania. Wskazała za to z ironią na swoją firmową
marynarkę.
- Od kiedy to, Granger, nazywasz
się… Lora Staffberger? - Spojrzał na jej plakietkę przyszytą do materiału z
sarkazmem i drwiącym spojrzeniem.
- Staffbarger - poprawiła podirytowana. - Od kiedy to mnie wypędziliście -
ściszyła głos do morderczego szeptu.
- Nikt cię, do cholery, nie
wypędzał - warknął zirytowany.
- Jaasne, a te plotki i
spojrzenia za moimi plecami tydzień po Bitwie, po prostu były dla efektu i w
podziękowaniu. Uważaj, bo uwierzę.
- Granger, ty ciemnoto. - Wstał szybko, pociągnął ją za ramię i
szybko poprowadził w stronę łazienki. Dziewczyna zdążyła jeszcze dać na migi
znak swojemu koledze, że wszystko ma pod kontrolą, i żeby przejął za nią wózek.
Wpakował ją do kabiny, wszedł i zamknął drzwi za sobą na zasuwkę, po czym
rzucił na nie czar wyciszający. - A niby co miał zrobić ten tępak, Potter, gdy
prawie że zabiłaś jego dziewczynę i córkę, chorych umysłowo, rudzielców?
- Przecież nie zrobiłam tego
specjalnie! - uniosła się.
- I?
- To była wojna! Harry był jedyną
osobą, której życie należało chronić, aż do jego kulminacyjnej walki z
Voldemortem. - Spojrzał na nią ostro, gdy wypowiedziała imię
Tego-Którego-Imienia-Nigdy-W-Życiu-Się-Nie-Wpowiada-Nawet-Po-Jego-Śmierci. -
Przecież, do jasnej cholery, nie zrobiłam tego dla zabawy! Na Merlina, on był w
śmiertelnym niebezpieczeństwie i nie zdążyłam ochronić jego, Ginny i jeszcze
siebie! Litości, miałam tylko dwie ręce i jedną różdżkę, to nie jest moja
cholerna wina, że Ginny jeździ teraz na wózku! - Odwróciła się lekko w kierunku
lustra, choć miała utrudnione poruszanie się, ze względu na niedostatecznie
przystosowaną łazienkę dla dwóch osób jednocześnie.
- Jeśli mowa o Merlinie. Kilka
miesięcy po Bitwie, gdy twoi przyjaciele od siedmiu boleści, odzyskali zdrowy
rozsądek i zaczęli cię szukać, zostałaś odznaczona Orderem Merlina za to, czego
dokonałaś podczas Bitwy, narażając swoje życie, by ratować innych, a także za
twoją odwagę na froncie.
Hermiona pokręciła lekko głową.
- To nie ma znaczenia. Nie mam
zamiaru tam wrócić. - Opuściła głowę w zrezygnowaniu.
- Granger, na Salazara, jesteś z
Gryffindoru czy Hufflepuffu? - Nie zareagowała. - Granger…? - Zobaczył, jak jej
ramiona lekko się trzęsą. - Granger? - Objął palcami jej podbródek i uniósł go.
Łzy świeciły się w jej oczach.
- Ja nie chcę tam wracać - odrzekła wpatrując
się w niego zagubionym spojrzeniem. - Czy to nie jest tak, że powinniśmy pójść
w stronę, gdzie jest mniejsze zło? A to właśnie tutaj jest mniejsze zło. - Głos
jej się załamał. - Nie rozumiesz, możesz tego nie rozumieć… Jednak to tutaj...
to tutaj pomimo braku perspektyw jestem bezpieczniejsza. Nikt nic nie wie, mogę
być wszędzie, mogę zostać gdzie zechcę, mogę być kim chcę, mogę udawać kogo
tylko zapragnę. I czy to właśnie nie jest piękne? Po raz pierwszy jestem
niezależna i nie chcę tego stracić.
- Czego stracić? Czego?
Podróżowania bez końca, przemierzania tych samych alejek, aż do znudzenia?
Uraza nie trwa wiecznie.
- Jednak dziesięć lat to za mało.
- Osiem, jeśli mamy być
precyzyjni.
- Jakby chcieli, to by napisali!
Znaleźliby mój adres, naprawdę nie jest trudno - żachnęła się.
- Wciąż myślisz z klapkami na
oczach. - Pokręcił głową w geście dezaprobaty.
Odwrócił się i sięgnął do zamka.
- Poczekaj! - Złapała go za rękaw
marynarki.
- Czego?
- Nie możesz teraz tak po prostu
wyjść - powiedziała z wyrzutem.
- Jak to „nie mogę”? - spytał i
uniósł drwiąco brew, przekręcając coraz bardziej gałkę w drzwiach.
- Nie chcę!
- Powtórz jeszcze raz. Pełnym
zdaniem.
Spojrzała w bok, by zebrać w
sobie odwagę i ponownie popatrzyła mu w oczy.
- Nie chcę, abyś wychodził w tej
chwili z tego pomieszczenia, gdy mam kompletnym mętlik w głowie.
- To co chcesz, abym zrobił, gdy
zapewne ludzie czekają do łazienki, a tutaj robi się już niewygodnie? - spytał
z sarkazmem.
- Jest druga łazienka. A poza
tym… - Stanęła na zamkniętej kalpie klozetowej i wskoczyła na blat, tuż obok
umywalki. - Teraz jest więcej miejsca.
Nie, nie było i obydwoje
doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Severus praktycznie dotykał swoim
brzuchem jej kolan i ostatkiem sił próbował powstrzymać chęć oparcia się o
blat, na którym siedziała Granger.
- Rozluźnij się, rób cokolwiek,
bylebyś stał rozluźniony i pozwolił mi się skupić.
Severus spojrzał na nią, jakby
postradała zmysły, jednak zgodził się na to w milczeniu.
Po kliku minutach intensywnego
rozmyślania Hermiona podniosła energicznie głowę i napotkała przed sobą czarne,
jak onyks oczy, które zdawały ją się przewiercać na wylot.
Przypomniało jej się o śnie
erotycznym, który miała jakieś dwa lata temu z Severusem Snape'em w roli głównej
i zrobiło jej się ekstremalnie gorąco, więc musiała odwrócić głowę i przywołać
obrazy najobrzydliwszych rzeczy, jakie kiedykolwiek widziała i jakie potrafiła
sobie w tej chwili wyobrazić.
Snape przyciągnął jej podbródek i
spojrzał na nią wyczekująco, i z niemym pytaniem na temat tego, co chciał
zrobić.
Hermiona nie zareagowała, była
rozdarta pomiędzy jasnym potwierdzeniem a zaprzeczeniem, które przerwałoby całą
tę sytuację.
Snape sprytnie wślizgnął się w
jej umysł.
Ogarnęła ją panika. Zaczęła podrzucać
mu wszystkie możliwe odrażające obrazy, o jakich jeszcze przed chwilą
rozmyślała, ale niszczył je tempem tornada, a ona nie nadążała z produkcją
nowych.
Severus przebił się przez
wszystko, czym starała się go zgubić i cofnął się do wspomnienia, od którego
zaczerwieniła się jak burak.
To co zobaczył wytrąciło go z
równowagi na tyle, że aż musiał cofnąć się dwa kroki, a nacisk na jej umysł
zmalał na tyle, by spokojnie mogła go z niego wypchnąć.
Szczerze mówiąc cieszyła się, że
nie próbował zagłębiać tematu. Nie widział wiele, za co dziękowała niebiosom -
prawdziwe i mogące przerazić obrazy pojawiały się dopiero po kilkudziesięciu
sekundach.
Hermiona czuła się, jakby
zapadała się i tonęła w ruchomych piaskach.
Skorzystała z okazji, gdy Snape
nie wyszedł jeszcze całkowicie z szoku i skoczyła do drzwi.
Zanim zdążyła przekręcić zamek
została brutalnie chwycona za ramię i obrócona placami do drzwi.
- Co to było? - Nutka w jego
głosie sugerowała, że wciąż tkwi w lekkim zdezorientowaniu.
- Ale co? - zapytała patrząc na
wszystkie możliwe strony i szukając drugiej opcji ucieczki. Szkoda, że pełnej
anatomii samolotów nie uczyli się na szkoleniach.
- Nie udawaj głupiej. - Przycisnął
ją mocniej do drzwi.
- Ej, hola, hola, trochę lżej z
tym uściskiem. Jak zwykle wszystko niszczysz, nawet moją taktykę. A tak w
ogóle, to kto ci pozwolił grzebać w mojej głowie, co?
Snape poluźnił chwyt.
- Nie zaprzeczyłaś.
- Nie wyraziłam zgody. - Założyła
ręce na piersi. O tak, chciała, żeby on także miał poczucie winy.
Severus praktycznie ją puścił,
ale po chwili coś w jego oczach zaświeciło, a na jego twarzy pojawił się
złośliwy uśmieszek.
- Nie odwracaj kota ogonem,
Granger. - Znowu ten nie znoszący sprzeciwu ton. - Zapytam raz jeszcze. -
Przybliżył do niej ciało, a jego usta znalazły się tuż przy jej uchu. - Co. To.
Było? - Po każdym słowie robił przerwę, która tworzyła napięcie, a w głowie
Hermiony raz po raz ukazywały się wspomnienia ze snu, przez co nie potrafiła
się skoncentrować.
- Sen? - wypowiedziała ledwo
słyszalnym szeptem z wahaniem. Oblizała zaschnięte wargi. Jej serce biło coraz
szybciej, a oddech stał się płytki. Czuła adrenalinę, która przedostawała się
do każdego skrawka w jej ciele.
- A czemu śniłaś o mnie? -
zapytał się wciąż tym swoim aksamitnym głosem.
- Przecież nie kontrolujemy
swoich snów! - Próbowała się bronić.
- Nie?
Hermiona gwałtownie obróciła
głowę w jego stronę i po raz kolejny zatrzymały ją czarne tęczówki.
W tym momencie mogła przyznać, że
Hermiona Jane Granger, znana także jaka Lora Staffbarger, zapomniała, jak się
oddycha.
Severus przysunął się do niej
jeszcze bliżej, napierając na nią.
Ciało Hermiony zareagowało
natychmiastowo i wygięło się w łuk, przyciskając się do niego jeszcze mocniej.
Załapał rękoma jej przedramiona i
przytrzymał je jedną dłonią nad jej głową, a drugą zsunął na jej kark.
Odsunął się na chwilę i napawał
się widokiem, który rozprzestrzeniał się przed nim.
Granger miała przyspieszony
oddech, rozczochrane włosy, które wypadły spod koka i kilka rozpiętych guzików na
górze bluzki, dzięki którym widać było czarny, koronkowy stanik.
Hermiona wychyliła się, by
sięgnąć do jego ust, jednak on przytrzymał ją mocniej i odsunął klatkę jeszcze
bardziej.
Spojrzała na niego niepewnie, po
czym odwróciła wzrok i wątpliwości, które krążyły w jej głowie, powróciły ze
zdwojoną siłą. Nie chciał jej, a ona sama nie była w stanie racjonalnie
wyjaśnić swojego zachowania. Te osiem lat całkowicie zmieniło jej poglądy na
temat ludzi, od których postanowiła się odseparować. Przez dwa lata nie była w
stanie przestać myśleć o magicznym świecie, co zakończyło się jedną, wielką
egzageracją. Czy także w stosunku do tego mężczyzny? Najwyraźniej tak, choć już
podczas Bitwy jej stosunki, co do niego zmieniły się niebywale, tym bardziej,
gdy uratował Molly Weasley przed Avadą, a gdy oberwała w ramię pokiwał jej z
aprobatą na rozrzutność i różnorodność zaklęć, jakimi potraktowała
Śmierciożerców. Nie mogła powiedzieć, że postąpił nielojalnie, ani nic z tych
rzeczy. To ona nie postąpiła w porządku, i to ona powinna się wstydzić swojego
zachowania. Zawahała się. A na wojnie nie ma miejsca na niepewność.
Spróbowała wyrwać ręce z uścisku,
jednak nie udało jej się.
Severus przesunął palce od jej
szyi wzdłuż linii szczękowej i zatrzymał się a podbródku, a następnie lekko
obrócił jej głowę z powrotem w swoją stronę.
Żądza w jego oczach zaparła jej
dech w piersiach i obawiała się nawet drgnąć.
- Nie zadręczaj się, idiotko
- wyszeptał aksamitnym głosem.
Snape uśmiechnął się
sarkastycznie, obrysował kciukiem kontury jej warg i cofnął dłoń ponownie na
kark wpijając się chwilę później, bez ostrzeżenia, w jej usta.
Hermiona, po momencie szoku,
pogłębiła pocałunek i rozpoczęła walkę o dominację.
Severus uwolnił jej ręce i
pozwolił błądzić swoim dłoniom po jej ciele, aż na oślep nie trafiły pod jej
bluzkę, gdzie pochopnie przemierzały całą powierzchnię.
Przyciągnął ją do siebie, pochylił
się i mocno objął jej talię przedramionami, przyciskając do siebie, tak że
dokładnie mogła wyczuć jego męskość i podniósł ją na wysokość swojego brzucha.
Granger sprawnie oplotła jego
biodra nogami, a ręce splotła za jego karkiem, nie pozwalając, by oddalił się
chociażby na chwilę i nie przerwał namiętnego pocałunku.
Trwali tak przez chwilę, dopóki
Severus się nie obrócił i nie posadził jej na blacie, przy okazji niszcząc
łokciem plastikowe opakowanie na papierowe ręczniki.
Hermiona wyjęła różdżkę, którą miał schowaną w
płaszczu i poręcznie rzuciła zaklęcie wyciszające na drzwi, uśmiechając się
przy tym w jego usta.
Severus z reguły był cierpliwy,
ale według jego kalkulacji to wszystko odbywało się w dosyć spowolnionym
tempie, więc zamiast bawić się w odpinanie guzików rozerwał jej bluzkę, tak że
wszystkie guziki rozleciały się po podłodze.
Dziewczyna jedynie jeszcze
zachłanniej go pocałowała i stwierdziła, że pomimo, iż właściwie to uwielbiała
te malutkie guziczki, tym bardziej takie, jakie miał na surducie, to w podobny
sposób postąpi z jego ubraniem, choć udało jej się zrzucić z niego materiał
dopiero za trzecim szarpnięciem, co jedynie go rozbawiło.
Poczuła jego chłodne ręce na
swoim staniku i nie mogła się powstrzymać od odrzucenia głowy do tyłu i głośnego
wciągnięcia powietrza.
Rozpiął stanik i porzucił go,
napawając się biustem Hermiony.
Lizał jej brodawki i podgryzał, a
ona oplotła jedną nogą jego udo, tak że ich strategiczne miejsca znalazły się
na tym samym poziomie i zaczęła się o niego pocierać, czując jak jego członek z
każdą chwilą nabrzmiewa jeszcze bardziej.
Snape popchnął ją lekko na
lustro, tak, by znalazła się w pozycji na wpół leżącej i rozpoczął wędrówkę
koniuszkami palców wzdłuż jej ciała, a następnie przygryzał i całował drogę od
jej szyi po pępek, aż do podbrzusza, starając się z każdym kolejnym pocałunkiem
zwolnić i przyjemnie ją potorturować.
Severus spojrzał lekko ku górze i
ujrzał półprzymknięte oczy Hermiony, która niecierpliwie wyczekiwała dalszego
ciągu.
Wpił się w jej usta namiętnie i
lekko przesunął swoimi dłońmi po jej odkrytych udach w stronę jej majtek, tak
że był w stanie dostrzec gęsią skórkę na jej nogach.
Szybkim ruchem rozpiął jej
spódnicę i pozwolił, by opadła na podłogę.
Dotknął koniuszkiem palca jej
łechtaczkę, czując jaka jest nabrzmiała, a ona pod jego dotykiem wygięła się,
by zrobić mu lepszy dostęp. Delikatnie ją masował dopóki nie usłyszał jęku,
który wydobył się z jej ust.
Bez skrępowania rozerwał jej
majtki i zostawił pocałunek na łechtaczce, a następnie zaczął robić małe kółka
językiem w obrębie jej kobiecości. Hermiona wydała z siebie bliżej nieokreślony
dźwięk i złapała go za włosy, nakazując, by nie przerywał.
Snape skończył, nim zdążyła
szczytować, co skwitowała prychnięciem, jednak chwilę później wbił się w nią zamaszystym
ruchem dwoma palcami, co przyjęła z jękiem rozkoszy i lekkiego zszokowania.
Poruszał palcami coraz szybciej i
gwałtowniej, czując, jak jej soki wyciekają na jego palce, jednak i tym razem
nie pozwolił jej dość, zabierając energicznie palce, co jedynie wzmacniało jej
potrzebę pragnienia i doprowadzało do obłędu.
Hermiona nie pozostawała być
bierna. Zsunęła się z blatu, uklękła przed nim i zaczęła lekko i niewinnie
składać pocałunki na jego członku, który wciąż pozostawał w spodniach.
Popchnęła go lekko, tak, by
zrobił dwa kroki w tył i oparł się o ścianę, masując przy tym jego wybałuszenie
przez materiał.
Severus jęknął cicho i odchylił
głowę do tyłu, napawając się tą chwilą.
Rozpięła powolnie guziki od
spodni, świdrując go przenikliwym wzrokiem pełnym pożądania. Zsunęła je wolnym
ruchem z nóg, aż do stóp, przez całą drogę dotykając jego ciała, na tyle nisko,
by mógł z nich wyjść. Ucałowała raz jeszcze jego penisa przez bokserki,
przygryzając go lekko, a następnie wydmuchując na niego ciepłe powietrze, a
później zsunęła z niego także majtki.
Polizała główkę jego członka,
jednak, gdy chciał położyć dłonie na jej głowie i nią pokierować stanowczo
odmówiła, biorąc jego męskość głębiej do gardła i cofając jego ręce zza plecy.
Wydał z siebie warknięcie i
poruszył biodrami naprzeciw jej ruchom, co przyprawiło Hermionę o lekki
uśmiech, który ledwo co zdołała zrobić z zajętymi ustami.
Wypuściła członka ze swoich ust i
podążyła językiem od prącia do główki, na której się zatrzymała i zaczęła robić
coraz mniejsze kółeczka, by następnie włożyć go całego do buzi i poruszać przy
tym energicznie ręką w górę i w dół, aż do jej uszu nie dobiegły głośniejsze
warknięcia i zaprzestała ruchom.
Severus popatrzył na nią
złowieszczo, wziął za ramiona i z powrotem posadził na blacie.
Spojrzał na nią przez ułamek sekundy,
ponownie dotknął kciukiem jej łechtaczki, na co jej ciało od razu zareagowało i
ponownie zatrzymał wzrok na jej brązowych oczach, po czym wbił się w nią mocno,
na co zareagowała krótkim krzyknięciem i przyciągnął ją do siebie, zatapiając
się raz jeszcze w jej zapuchniętych ustach.
Hermiona przycisnęła swoje piersi
do jego klatki i poruszyła się wychodząc mu naprzeciw i dając znak, że jest
gotowa na więcej.
Severus pociągnął ją na krawędź
blatu i zaczął energicznie wchodzić i wychodzić z niej, nie zwalniając ani na
chwilę.
Przez ciało dziewczyny przeszły
dreszcze, a po jej nogach spływały jej własne soki.
Pomieszczenie wypełniły ich jęki
rozkoszy.
- Mmm mocniej… mocniej -
wysapała, a po chwili jej życzenie zostało spełnione.
Czuła, że jego penis rozsadza jej
pochwę, w ekstremalnym tempie poruszając się w jej ciele. Hermiona próbowała
nadążyć, jednak nie potrafiła się skoncentrować na rytmie, a po chwili poczuła
zbliżający się orgazm.
Rozszerzyła jak najmocniej nogi dając
mu możliwość wejścia jeszcze głębiej i krzyknęła, gdy wszedł do nasady swojego
członka i poruszał się szybko wyciągając go całkowicie z jej pochwy i wbijając
się ponownie raz za razem.
Hermiona odrzuciła głowę do tyłu,
a Severus dotknął jej łechtaczki i pocierał ją energicznie doprowadzając ją do
szaleństwa.
Przeczuwając, że zaraz dojdzie
objęła rękoma jego plecy i wbiła w jego skórę paznokcie przejeżdżając po ich
całej powierzchni.
Severus poczuł, jak mięśnie
pochwy Granger zaciskają się i zaczął poruszać się jeszcze szybciej doprowadzając
ją do szczytowania, a po kilku pchnięciach wytrysnął w jej wnętrze i wyczerpany
opadł na nią.
- To… było dobre - powiedziała po
chwili, gdy udało jej się uspokoić oddech.
Zsunęła się na ziemię, złapała
różdżkę Severusa i doprowadziła obojga do czystości, a następnie naprawiła
swoje ubranie i jednym ruchem przywróciła je na ciało, a później postąpiła tak
samo ze swoim były nauczycielem, po czym wsunęła mu do kieszeni jego własność.
Podeszła do drzwi, rzuciła
szybkie spojrzenie na mężczyznę przez ramię i widząc, że jest gotowy otworzyła
drzwi i po cichu wyszła z łazienki uważając, by nie zwrócić na siebie niczyjej
uwagi.
Nie oglądając się ruszyła do
sekcji przeznaczonej dla stewardes i zajęła swoje miejsce.
Dalszy lot spędziła w o wiele
lepszym nastroju.
Severus ostatni raz spojrzał na
Granger, gdy opuszczał samolot i posłał jej złośliwy uśmieszek, a następnie
udał się po walizkę i na parking, spod którego miał go zabrać dawny kolega po
fachu.
Oczekując na powietrzu, przez
kolejne minuty, wsunął rękę do kieszeni, a jego palce natrafiły na coś jeszcze
oprócz różdżki.
Wyciągnął pogniecioną karteczkę.
24.05
lot do Kansas.
Keep up the good work! Końcówka jest świetna xD Zresztą... końcówka? Widac, że się napracowałaś, całośc jest super <3 Oby tak dalej, albo i jeszcze lepiej!
OdpowiedzUsuńMiniaturka genialna! Mam nadzieję, że wstawisz jeszcze jakąś :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i weny życzę :D
Świetna miniaturka ;)
OdpowiedzUsuńJesteś nominowana do Liebster Award ;) http://dracoihermionasielofciajaxd.blogspot.com/2014/07/liebster-award.html
Twój blog jest niesamowicie wciągający. Uwielbiam wilkołaki ♥ I w ogóle ten Twój pomysł przypadł mi do gustu. Hermiona w Twoim wykonaniu jest fantastyczna. :)
OdpowiedzUsuńŻyczę dużo dobrej Weny i czekam na kolejną notkę. :*
wróć
OdpowiedzUsuńGisia
Moja najdroższa Lizzy.
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że zajęło mi tyle czasu, aby do Ciebie wpaść, ale byłam bardzo przejęta rokiem szkolnym i nawałem nauki (walka o pasek, a co! :D). Jestem mi okropnie przykro, że dopiero teraz komentuję, ale zdecydowałam się napisać choć tych kilka słów, ponieważ szanuję Twoją pracę włożoną w tego bloga, który jest niesamowity.
Nie pamiętałam tej historii, więc kiedy mnie zaprosiłaś nic mi się kupy nie trzymało i zdecydowałam się przeczytać Twojego bloga raz jeszcze, aby wszystko sobie odświeżyć. No musisz przyznać, że masz baardzo długie przerwy, czy mnie doprowadzasz do szału :D
Nie mam za wiele czasu, jestem na wakacjach w Anglii u rodzinki i właśnie podkradłam laptop wujka, aby napisac Ci te kilka słów na szybko, ponieważ chcę, abyś wiedziała, że nadrobiłam sobie Twojego bloga i jestem nim oczarowana. Jak w tej piosence "I put a speal on you" :D
Wybacz, że tak krótko, ale sama rozumiesz...
Obiecuję Ci się zrekompensować następnym razem i mam nadzieję, że stanie się to już niedługo, nie każ na długo czekać, to wręcz powinno być karalne!
Miniaturkę też czytałam. Od teraz będę zawsze z Tobą kojarzyła toalety w samolotach ;) Ah Severusie!
No i byłoby mi miło, gdybyś wpadła i do mnie. Minęły wieki odkąd czytałam Twój komentarz ;P
eliksir-odrodzenia.blogspot.com
ŚCISKAM <3333
To jest boskie!
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej :)
Weny.
Pozdrawiam,Lili.
To jest świetne! Kiedy nowy rozdział? Życzę weny!!!!!
OdpowiedzUsuńA czy jest taka możliwość, że będziesz kontynuować tą miniaturkę? Np jak Hermiona jest z Severusem i postanawia wrócić do magicznego świata, bo chce założyć z Sevem rodzinę i spotyka się z dawnymi przyjaciółmi. Proszę spróbuj coś takiego stworzyć ;-)
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo, kochana! (teraz mam uśmiech od ucha do ucha :D).
UsuńRozdział przebywa cały czas u Sky, a ona zamilkła, nie wątpię, że po prostu jest zawalona robotą.
Jak zwykle, gdy tylko dostanę od razu dodaję!
Kontynuacja miniaturki? A może nowa miniaturka, nowa historia, co Ty na to?
Może i jakąś miniaturkę uda mi się nabazgrolić :D
xoxo
Och to świetny pomysł! Mam nadzieję, że dodasz coś wkrótce, ale wiem, że warto czekać, bo zawsze jest to po prostu świetne ;-) Życzę weny Paulina :-D
UsuńTa końcówka mnie rozwaliła ;-D
OdpowiedzUsuńMoże napiszesz coś o tym locie do Kansas? Byłoby ciekawie ;D
*
Pozdrawiam, m.92, http://silvereyes.blox.pl/html